Piękny gest… Cobena!
9 lutego 2018
Desmond Brand
3 maja 2018

Fragment drugiej książki.

Charles Lagazini podniósł się powoli z fotela, obszedł swoje masywne, dębowe biurko i podszedł do okna. Ostrożnie wyjrzał przez nie, zamykając oczy, na chwilę zapominając, że przed kilkoma minutami wpakował się w wielkie bagno, z którego nie sposób było wyjść.

Po chwili odwrócił się do siedzącej na fotelu kobiety.

– Mówisz Susan, że to prawda? – spytał krótko, ciągle żywiąc nadzieję, że to, co przed chwilą usłyszał od swojej zaufanej, długoletniej pracownicy może okazać się jednak kłamstwem.

Kobieta poruszyła się niespokojnie w fotelu.

– Na Boga Charles! –fuknęła – Mówię prawdę, co sama widziałam na własne oczy. Pozostało Ci niewiele godzin…

– Zdaję sobie z tego sprawę, Susan! – urwał jej w pół zdania.

Mężczyzna odszedł od okna i usiadł za biurkiem. Złożył dłonie jak do modlitwy i spojrzał się głęboko w oczy siedzącej naprzeciw niego kobiety.

– Musimy teraz być bardziej ostrożni, niż zwykle – odparł po chwili. Gliny zaczęły węszyć tam, gdzie nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. Sytuacja przybrała szybszy i nieoczekiwany bieg. Coś wiadomo na temat naszej wtyczki w Szwajcarii?

Susan pokręciła lekko głową.

– Nasz człowiek przepadł jak kamień w wodę. Straciliśmy z nim kontakt. Niestety policja odkryła zmasakrowane ciało w jednym z szwajcarskich hoteli kilka godzin temu, w tym samym, w którym zameldowany był nasz człowiek. Miejmy nadzieję, że to nie jego ciało.

– Wiesz, co by się stało, jeśliby okazało się, że nasza wtyczka została wyeliminowana?

Charles Lagazini spuścił wzrok. Kobieta nic nie odpowiedziała. Bała się cokolwiek powiedzieć w takiej właśnie chwili. Tragicznej dla nich wszystkich.

– Czy wiesz, kto prowadzi śledztwo?