7 grzechów głównych – Chciwość

O moich byłych już kolegach z seminarium duchownego można by napisać książkę i to dość grubą. Z pewnością byłaby dziś bestsellerem. Dzisiejszy kapłan powinien wykazywać się brakiem jakiejkolwiek chciwości, żądzy władzy, żądzy pieniądza. Ale jest odwrotnie! Świat i wydarzenia z życia Kościoła, pokazują nam zupełnie inny obraz: książęcy przepych, niezliczone ilości zakrapianych imprez dostojników kościelnych, eleganckie samochody klasy premium, którymi wożeni są przedstawiciele kościoła katolickiego. Księża bywają chciwi i nie można tego negować.

Pamiętam doskonale, że mieszkając i pracując w Warszawie w dziale informatycznym w pewnej firmie, w dzielnicy Wilanów jakieś kilka lat temu, zabrałem się pewnego słonecznego dnia samochodem z szefem u którego wtenczas pracowałem po jakieś rzeczy do supermarketu, potrzebne do prac biurowych. Podczas drogi rozmawialiśmy o księżach i kapłaństwie (kilka dni wcześniej podczas rozmowy rekrutacyjnej powiedziałem, że jestem byłym klerykiem seminarium duchownego).

Powiedział wówczas, że był kiedyś na zakrapianej alkoholem imprezie organizowanej przez ks. biskupa Sławoja Leszka Głódzia (był jego znajomym). Kreślił swojego znajomego jako negatywny obraz kapłana, dostarczając mi informacji o bogactwie, który ów arcybiskup wtenczas posiadał.

Podczas wymianie zdań dowiedziałem się paru ładnych, ciekawych rzeczy o dostojniku kościelnym, który obecnie wycofał się z życia kapłańskiego, ponieważ został pozbawiony przez Watykan praw zamieszkiwania w archidiecezji gdańskiej i zakaz uczestniczenia w celebracjach religijnych. A wszystko to za sprawą tuszowania pedofilii w Kościele w archidiecezji gdańskiej.

Skąd się bierze chciwość wśród kapłanów? Gdzie się jej najbardziej uczą? Ano w seminariach duchownych. Potem wychodzi taki spocony kleryk, zostaje mianowany przez arcybiskupa, doradcą ds. synodalności w archidiecezji, przez większość czasu nic nie robi wysyłając od czasu do czasu parę razy e-mail do warmińskich księży z poleceniami zachęcającymi księży, którzy następnie mają wiernych zachęcać, aby wypowiadali się na temat tego, co zmienić w Kościele Katolickim.

Ów kapłan ds. synodalności, piastuje swój urząd po dziś dzień i każe się nazywać audytorem w Trybunale Metropolitarnym, co jakiś czas przechwalając się swoją twórczością pisząc co do niektórych katolickich gazet i czasopism. Następnie takie zachowania odbijają się negatywnie na parafii, do których został wysłany, bo tamtejszy proboszcz musi prosić parafian w ogłoszeniach parafialnych o więcej pieniędzy na opłacenie rachunków za prąd.

Ten moment bardzo dobrze można porównać do czasów seminaryjnych w których owa osoba była redaktorem naczelnym pisma seminaryjnego przez kilka semestrów i w każdym numerze tegoż pisma ów człowiek, musiał być sfotografowany z swoim bliskim przyjacielem, którego do dziś prawdopodobnie łączy silna więź emocjonalna, lub coś bardziej bliższego.

Czyż to nie jest chciwość? Chciwość bycia sławnym, wyróżnionym w każdym piśmie, który wychodzi do społeczności wiernych kościoła katolickiego? Już same przywileje można porównać do chciwości. O tym, kto jeszcze się tak pragnął nazywać za moich czasów życia w seminarium piszę tutaj.

Już ujmując fakt, że ten człowiek rozsiewał plotki tu i tam kilka lat temu i z dużym prawdopodobieństwem był kapusiem ówczesnego rektora seminarium.

Drugi z jego kumpli również nie próżnuje. I również nie jest taki święty, jak go malują wierni, do których wygłasza płomienne kazania. Do dziś nie wiem jakim cudem jego brat również poszedł w jego ślady, przyjął święcenia diakonatu i jednak noga mu się posunęła zbyt daleko, bo będąc diakonem, poznał śliczną niewiastę, z którą wziął ślub cywilny będąc uwaga: wyświęconym na diakona. Teraz pracuje w jakiejś wiejskiej parafii i robi za grajka.

Można więc śmiało postawić przypuszczenie, że jego rodzony brat, będąc już wyświęconym księdzem, był później obecny podczas cywilnej uroczystości swojego brata – diakona.

Z jakich niewyjaśnionych przyczyn, biologia zadziałała w wyniku czego dziecko się narodziło i trzeba było jakimś sposobem sprawę zatuszować, aby nikt o niczym nie wiedział i nikt się nie domyślił.

Prawo kanoniczne mówi jasno:

Kan. 1394 – § 1. Przy zachowaniu przepisu kan. 194, § 1, n. 3, duchowny usiłujący zawrzeć małżeństwo, choćby tylko cywilne, podlega suspensie wiążącej mocą samego prawa. Gdy po upomnieniu nie poprawia się i nadal daje zgorszenie, może być karany stopniowo pozbawieniami lub także wydaleniem ze stanu duchownego.

Ale o tym później, gdy nadejdzie czas “Nieczystości”.

Czas czytania artykułu: 4 minuty

Thomas Blake

Thomas Blake urodził się 8.XII.1989r. W 2015 roku nakładem wydawnictwa "Novae Res" ukazała się jego pierwsza książka - "Ostatni Rekrut". W przygotowaniu kolejna jego książka - "The Note". Od kilku lat właściciel firmy IT oraz dwóch sklepów internetowych. Doskonały z informatyki i programowania. Były kleryk warmińskiego seminarium duchownego. Ukazuje brudne tajemnice Kościoła, skandale, których nie powinny ujrzeć światła dziennego.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
Długi
Długi
1 miesiąc temu

Ploty mówią, że był świadkiem, a przed tym wraz z przyjaciółmi odprawili dla nich Mszę Świętą. Rozumiecie to? Brat zaciąga karę kościelną, a drugi pod koloratką robi za świadka. Jeśli jest to prawda to Arcybiskup powinien wyciągnąć konsekwencję dla niego.

Pati
Pati
Odpowiedzieć do  Długi
1 miesiąc temu

I tak mu nic nie zrobią. Jak nie zaliczył egzaminów na prestiżowe studia to pozwolili mu podejść za rok. W normalnym przypadku Archidiecezja ściąga z powrotem delikwenta. Nie dałeś rady to wracasz. A tu jakaś podejrzana sprawa. Układzik?

Jacek
Jacek
1 miesiąc temu

Jebać tego Marcinka….

Powrót na górę