Takiego zdania z ust księdza się nie wybacza!

Pisałem już o tym, jak zrodziło się we mnie powołanie do kapłaństwa. I w jaki sposób ktoś mnie tego pozbawił przez donosy na moją osobę. Ale nie pisałem o najważniejszym co wydarzyło się takiego, czego nie mogę zapomnieć i z pewnością nie zapomnę do końca życia. Nie ulega wątpliwości, że zaraz przed wstąpieniem do seminarium już po zdaniu matury, musiałem poinformować o tej radosnej nowinie mojego proboszcza z rodzinnej parafii w której zamieszkiwałem od urodzenia. Takiego zdania z ust księdza się nie wybacza!

Parafia się ucieszyła i sam proboszcz zresztą też. W niedługim czasie okazało się, że nie jestem sam, ponieważ ku mojemu zdumieniu tamtego dnia, kiedy chciałem oznajmić księdzu proboszczowi, że moje dalsze kroki zmierzają do warmińskiego seminarium duchownego, mój kolega – także ministrant, poczynił to samo i w ten sam dzień proboszcz miał nie jedną, a dwie miłe wiadomości.

Muszę to jasno powiedzieć. W tamtym okresie Kościół, życie w parafii, pomoc i posługę jako tamtejszy lektor uwielbiałem. Opiekowałem się ministrantami, zajmowałem się biuletynem parafialnym wraz z księdzem wikariuszem, o którym również będzie osobny rozdział historii. Chodziłem na krótsze i dłuższe pielgrzymki (do Wilna, na Jasną Górę).

Ksiądz proboszcz był bardzo bliskim znajomym mojej rodziny, gdzie obecnie ich relacje się nadszarpnęły z powodu o którym zaraz powiem. Kolacyjki po każdej kolędzie, wspólne polowania wraz z nim (tak jeździłem na polowania i polowałem i z nim). Czasy były cudowne. Było to kiedyś…

Dwa lata później

Po odejściu z seminarium duchownego na III roku (już) formacji, musiałem zrobić jeszcze jedną rzecz. Mianowicie oddać dwie sutanny, które ksiądz proboszcz parę tygodni wcześniej – na wieść, iż jestem po II roku seminarium, mi osobiście ofiarował. Była to niekomfortowa sytuacja z której musiałem jakoś wybrnąć.

Dzień po tym, jak zatrzasnąłem furtkę seminaryjną, wybrałem się do swojej parafii wraz z dwoma złożonymi sutannami i kwiatami w ramach podziękowania za taką ofiarność z jego strony. Chciałem to już mieć za sobą.

Grzecznie zapukałem do jego pokoju. Siedział i oglądał jakiś program w telewizji, przywitałem się z nim. Wymieniliśmy kilka zdań. Okazało się, że nie minęła godzina jak po raz ostatni opuściłem rektorat w seminarium, a już nowy ks. rektor dzwonił do księdza proboszcza z wiadomością, iż mnie wyrzucił z seminarium (dość szybko – trzeba zauważyć).

To co potem usłyszałem na długo zapamiętam, prawdopodobnie do końca życia. Za te słowa do dziś go potępiam. Nawet nadal jestem zszokowany (a minęło kilkanaście lat od tamtej feralnej rozmowy), że ten człowiek mógł wtedy tak coś powiedzieć o kimś.

Po krótkiej wymianie zdań wypalił w końcu te znamienne słowa:

“Seminarium Ciebie przygarnęło”

Pomyślałem sobie: Człowieku – tym razem przegiąłeś pałę. Że Seminarium mnie przygarnęło? A co ja jakiś biedny jestem czy co?! Moja rodzina ma z czego żyć.

Natychmiast rzuciłem siatkę z zapakowanym kompletem czarnych kiecek na stół, który stał naprzeciwko wejścia, kwiaty, które służyły jako podziękowanie, ale w tym momencie były zbyteczne, wycisnąłem parę ostrych słów w jego stronę, odwróciłem się na pięcie i wyleciałem jak z procy przez drzwi kancelarii parafialnej, w której ktoś w tym czasie pracował, zatrzaskując z rozmachem drzwi.

Czasy obecne

Z spokojnego człowieka, który uczęszczał z radością na każdą mszę świętą, służył w parafii jako lektor, pomagał duszpasterzom jak potrafił najbardziej, okazuje się, że parę lat później słyszy z ust człowieka, którego bardzo szanował takie zaskakujące słowa, które nie powinny paść z ust żadnego kapłana. W dodatku bardzo obrażające moją rodzinę. I to z ust proboszcza, którego wszyscy tak szanowali i w zwyczaju powinni szanować.

Nie ulega wątpliwości, że co do joty powiedziałem o tym zajściu moim rodzicom, którzy automatycznie stracili zaufanie do księdza proboszcza, relacje z nim spadły do “zera”, bliska znajomość mojego ojca z księdzem, który pozwolił sobie na taką wypowiedź praktycznie prysła. Nie było mowy o wyjazdach na kolejne polowania, na niedzielne msze jeździli do miasta, a nie jak do tej pory do rodzinnej parafii. Ja w ogóle odciąłem się od życia w duchu katolickim. Po dziś dzień mogę powiedzieć, iż nie chadzam na spacerki do kościółka.

Moja wiara dostała drugie mocne uderzenie. Moje serce było już na krawędzi wytrzymałości…

Czas czytania artykułu: 5 minuty

Thomas Blake

Thomas Blake urodził się 8.XII.1989r. W 2015 roku nakładem wydawnictwa "Novae Res" ukazała się jego pierwsza książka - "Ostatni Rekrut". W przygotowaniu kolejna jego książka - "The Note". Od kilku lat właściciel firmy IT oraz dwóch sklepów internetowych. Doskonały z informatyki i programowania. Były kleryk warmińskiego seminarium duchownego. Ukazuje brudne tajemnice Kościoła, skandale, których nie powinny ujrzeć światła dziennego.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
6 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
BenQ
BenQ
1 miesiąc temu

Wróć do kościoła! Są jeszcze dobrzy księża!

Dtanislaw
Dtanislaw
Odpowiedzieć do  BenQ
4 dni temu

dobrzy ksieża….ha ha ha….
normalny facet z jajami nie idzie na księdza tylko rozgląda się za żona a nie ministrantami

Sylwester
Sylwester
1 miesiąc temu

Ten proboszcz to kawał ….ja

loczek boczek
loczek boczek
1 miesiąc temu

To po co wstepowales? Chciales byc jak on? Nie widziales kim on jest wywalili teraz zal dupe spiska? Napisz co sklonilo cie do pojscia do tej szkoly? Wszyscy byli takimi cwaniakami jak opisujesz? Wszyscy z tych co znales tokradzieje i geje?

Powrót na górę